"Wysławiam Cię Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie" (Łk 10:21). Znowu wylewałem łzy nad swoją dumą, szczególnie dumą intelektualną. Poczułem, że byłem zbyt mały w swojej wiedzy, aby być w stanie zmierzyć niezmierzoną i nieograniczoną mądrość i miłość Boga. Zdałem sobie sprawę, że ten młody mężczyzna, został nawrócony w Duchu Św., podczas gdy ja katolik i ksiądz, pozostawałem w ciele. Zacząłem rozumieć, że "Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują. Nam zaś objawił to Bóg przez Ducha. Duch przenika wszystko, nawet głębokości Boga samego" (I Kor 2:9-10). Poczułem żywą wodę przepływającą przeze mnie i uwalniającą mnie. Poczułem pewnego rodzaju siłę przepływającą przez ciało. Było to uczucie ciepła na żołądku i na nerce. Wierzyłem w to, że Pan mnie uzdrawiał i za to Go chwaliłem.
Jednocześnie obawiałem się czy ten młody człowiek, który przejrzał moją duszę, głośno wyjawi moje grzechy w obecności jeszcze dwóch pielęgniarek. Potem zaczął się modlić: "Jezu to Ty wezwałeś go do kapłaństwa, ale on odprawia msze z nieczystym sercem i nieczystymi rękami." Na myśl przyszły mi słowa proroka Malachiasza, przekonujące mnie o braku mojej świętości w kapłaństwie. "Syn powinien czcić ojca, a sługa swego pana. Lecz skoro ja jestem Ojcem, gdzież jest cześć moja, a skoro ja jestem Panem, gdzież szacunek dla Mnie? To mówi Pan Zastępów do was, o kapłani: Lekceważycie imię moje, a jednak pytacie: Czym to okazaliśmy lekceważenie Twemu imieniu?" (Ml 1:6-7). Kontynuował modlitwę mówiąc: "ten ksiądz ma wiele do przebaczenia innym, daj mu łaskę przebaczania i obmyj go swoją cenną krwią i daj mu serce bielsze od śniegu". "Choćby wasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją; choćby czerwone jak purpura, staną się jak wełna" (Iż 1:18). Od tej chwili Duch Święty sam zaczął mnie przekonywać o moich grzechach. Nie wiedziałem jednak, że ten chłopak wyszedł z pokoju z pielęgniarkami, aby się też modlić za innych. Zobaczyłem białą kartkę papieru przed sobą, na której wypisane były moje grzechy, te z których się wyspowiadałem, a także te, które zataiłem w czasie spowiedzi z powodu strachu lub wstydu. Wyraźnie ujrzałem tych wszystkich ludzi, którym nie wybaczyłem i z którymi się nie pogodziłem w sercu. Ujrzałem swoje serce przykryte zasłoną złych zwyczajów i siatką nieszczerości. "Dlatego też kto spożywa chleb lub pije kielich Pański niegodnie, winnym staje się Ciała i Krwi Pańskiej" (I Kor 11:27). Te słowa zaczęły wciągać mnie w głęboki kryzys sumienia. Miałem głęboko zakorzeniony złe nawyki od wieku nastoletniego. We łzach powiedziałem: "Panie, nie mogę się uwolnić od tych złych nawyków. Jestem bezradny. Nie mogę być już dłużej świętym księdzem". We łzach zacząłem krzyczeć do Pana; pierwszy raz w życiu modliłem się płacząc. Miałem straszny mętlik, nie wiedząc czy powinienem zostawić kapłaństwo czy też kontynuować. Duch we mnie mówił, że jeśli chcę kontynuować to powinienem stać się inną osobą, świętym księdzem. Pomyślałem, że Msze Św. odprawiane przeze mnie nie były akceptowane przez Ojca Niebieskiego, a żadne z moich modlitw nie były słyszane przez Pana. Kiedy szedłem na ołtarz powinienem był przebaczyć. "Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam sobie przypomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przed ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim. Potem przyjdź i dar swój ofiaruj" (Mt 5:23-24). Powinienem był przebaczyć po to, aby moje modlitwy były efektywne. "A kiedy stajecie do modlitwy, przebaczcie, jeśli macie coś przeciw komuś, aby także Ojciec wasz, który jest w niebie, przebaczył wam wykroczenia wasze" (Mk 11:25). Pomyślałem, że jestem wrakiem człowieka całkowicie zagubionego. Żyłem w ciemności, pełen wątpliwości i zamętu. Pomyślałem, że swoim kapłaństwem oszukiwałem Boga i innych. Modliłem się w desperacji "Panie uratuj mnie grzesznika!"
Bóg nie opuścił mnie w mej rozpaczy. Po raz pierwszy ujrzałem Pana kroczącego w pełnym świetle w moim kierunku. Jego twarz jaśniała. Jego białe szaty świeciły się. Był otoczony przez anioły. Usłyszałem melodyjną muzykę aniołów. Jezus położył swe ręce na mym ramieniu, byłem taki mały przed Nim. Przemówił do mnie wyraźnie: "James, jesteś na zawsze moim księdzem. Nawet kiedy zostałem poczęty w łonie mojej matki Maryi, ty byłeś tam jako ksiądz dzielący moje wieczne kapłaństwo. Wybaczam ci wszystkie twoje grzechy i oczyszczam". To było dla mnie jak objawienie, że byłem w Jego ciele kiedy przyjął ludzką postać. Maryja stała się moją matką zanim Jezus opuścił Ją dla ludzkości, wybierając Krzyż. Mówił: "Oto matka twoja." Naprawdę doświadczyłem bliskości Maryi, czułem, że byłem pocieszony i uzdrowiony na Jej kolanach, chociaż Jej nie widziałem. Brak mi słów, aby opisać to doświadczenie, które trwało przeszło trzy godziny. Pan kazał mi zrobić spowiedź generalną z mojego dotychczasowego życia. Także polecił mi abym pogodził się z tymi, do których żywiłem niechęć. W całym moim życiu w seminarium i w nowicjacie nigdy nie doświadczyłem spotkania z Jezusem w modlitwie, ani nie słyszałem Jego słodkiego głosu, choć mój mistrz nowicjatu i moi przewodnicy duchowi próbowali mnie uczyć kontemplacji i modlitwy. Teraz wiem, że modlitwa i kontemplacja to nie jest coś, czego mogłem się nauczyć, ale coś, co mogłem otrzymać jako czysty dar Ducha Świętego.
Obudziłem się z mojego cudownego snu kiedy pielęgniarka zawołała moje imię. Zobaczyłem ją stojącą z zastrzykami i tabletkami. Z ogromną radością w sercu powiedziałem jej, że doświadczyłem dotyku Jezusa i że zostałem uzdrowiony. Kiedy wyszła, chwaliłem Boga językami, czułem, że mój język ojczysty został usunięty a Duch Święty obdarował mnie innym językiem, całkowicie dla mnie niezrozumiałym. Ten dar języków, którego nie miałem, został mi dany przez Pana. Naprawdę próbowałem zrozumieć niezmierzoną miłość Boga okazaną przez Jezusa, Jego Syna. "...abyście w miłości zakorzenieni i ugruntowani, wraz ze wszystkimi świętymi zdołali ogarnąć duchem, czym jest Szerokość, Długość, Wysokość i Głębokość, i poznać miłość Chrystusa, przewyższającą wszelką wiedzę.." (Ef 3:17-19). Po chwili zjawił się lekarz, który mnie leczył, strofując mnie za brak posłuszeństwa. Powiedział: "Ojcze, wierzę, że masz dość rozsądku i wiedzy; myślisz, że zostałeś uzdrowiony przez modlitwę tego nowo nawróconego chłopaka. Jeśli nie weźmiesz tabletek, twój stan się pogorszy". Odpowiedziałem: "Przepraszam doktorze, powinienem wziąć lekarstwa, ale wiem, że zostałem uzdrowiony przez modlitwę tego chłopca.". W końcu wziąłem tabletki i poddałem się zastrzykowi przed lekarzem, ponieważ wiedziałem, że lekarze i lekarstwa były w planie Boga i przyrzekłem, że będę kontynuował przyjmowanie lekarstw aż on nie powie inaczej. "Czcij lekarza czcią należną z powodu jego posług, albowiem i jego stworzył Pan. Od Najwyższego pochodzi uzdrowienie, i od Króla dar się otrzymuje" (Syr 38: 1-2).
Byłem szczęśliwy i radosny. Zacząłem mówić pielęgniarkom i stojącym obok mego łóżka o moim uzdrowieniu. Tej nocy miałem głęboki sen bez środków nasennych. To było pierwsze fizyczne uzdrowienie w moim życiu. Wstałem o czwartej rano gdyż ktoś mnie obudził. Z pewnością to był Jezus (od tamtego dnia modlę się codziennie o czwartej rano). Usiadłem na krześle i modliłem się przez półtorej godziny, przeżywając to samo doświadczenie z dnia poprzedniego, ale nawet mocniej. Podczas tej modlitwy Pan włożył mi do ust Swą mądrość i dał siłę, abym nauczał o Jego Królestwie i rozkazał mi, abym zrezygnował z mojej pracy w seminarium na rzecz głoszenia Ewangelii w świecie. Po modlitwie poszedłem na godzinny spacer. Jeszcze wczoraj nie byłem sam w stanie wstać z łóżka! Potem poszedłem do kaplicy i odprawiłem Mszę dla przeszło 150 osób. Czytałem fragment Ewangelii ze Św. Łukasza, rozdział 19, historię Zacheusza. Bez wcześniejszego przygotowania, w pełni polegając na Duchu Św. byłem w stanie głosić kazanie przez 18 minut i to patrząc cały czas na ludzi. Poczułem, że zostałem całkowicie uwolniony od strachu i kompleksu niższości. Poczułem pewną bliskość z tymi, którzy uczestniczyli we Mszy Św. Potrafiłem na nich patrzeć z wolnością i miłością. Czułem, że każdy z nich jest moim bratem lub siostrą. Po Mszy, lekarz zauważywszy moją zmianę w zachowaniu, nakazał powtórzyć testy laboratoryjne. Później wezwał mnie do swego gabinetu i pokazał stare i nowe wyniki badań. Potwierdził, że moja nerka była zupełnie uzdrowiona i że nie potrzebuję dłużej przyjmować leków. Wypisano mnie ze szpitala. Nie wiem jak wyrazić radość, którą czułem w tamtej chwili. Powiedziałem: "Chwalcie Pana". Uściskałem lekarza i opuściłem szpital.
Wyszedłem ze szpitala jako nowo narodzony człowiek, zdeterminowany do realizacji nowych decyzji. Zdecydowałem żyć dla Jezusa i spędzić życie na nauczaniu o Jego Królestwie. Zrezygnowałem z mojej pracy nauczyciela akademickiego i zacząłem nauczać, po 40 dniach spędzonych na poszczeniu i modlitwie. Od 17-go lutego 1976 roku, kiedy odbyłem moje pierwsze charyzmatyczne rekolekcje, prawdopodobnie pierwsze tego typu rekolekcje głoszone w języku Malayalam, w Kerala, aż do chwili obecnej, spędziłem ten czas na głoszeniu słowa Bożego. Moi zwierzchnicy oferowali mi wtedy wyjazd do Niemiec, lub do Rzymu, aby się doktoryzować, ale ja odmówiłem gdyż Duch Święty powiedział mi: "Ja tobie wystarczam". "Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego" (Łk 9:62). Podczas gdy byłem seminarzystą widziałem wielu moich towarzyszy wyjeżdżających za granicę na studia. I ja miałem wtedy takie pragnienie aby tam pojechać i odbyć dalsze studia. Bogu niech będą dzięki! I Pan wypełnił moje pragnienie dając mi możliwość nieustannego głoszenia Królestwa Niebieskiego na obczyźnie. Prawdą jest, że jeśli zrezygnujemy z jakichkolwiek ziemskich pragnień dla dobra Pana, On zwróci to z nawiązką. Prawdą jest, że Jezus wykorzystał mnie do budowy domu modlitwy dla Niego, w Athirampuzha, małym mieście w państwie Kerala w południowych Indiach, znany jako Charis Bhavan. W moim głoszeniu rekolekcji, kongresach i sesjach uzdrawiających musiałem się spotkać z głosami sprzeciwu, a nawet prześladowaniami. Ale słowo Boże pocieszało mnie i wzmacniało. "I wszystkich, którzy chcą zbożnie żyć w Chrystusie Jezusie, spotkają prześladowania" (2 Tm 3:12). "Przechowujemy zaś ten skarb w naczyniach glinianych, aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas" (2 Kor 4:7). "Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia" (Flp 4:13). Siła Jezusa była mi zesłana i umacniała mnie w czasie moich porwań i uwięzień w krajach arabskich, w obcowaniu z obelgami i niezrozumieniem ze strony moich własnych zwierzchników i przyjaciół. Kończę moje świadectwo słowami Św. Piotra: "Umiłowani! Temu żarowi, który pośrodku was trwa dla waszego doświadczenia, nie dziwcie się jakby was spotykało coś niezwykłego, ale cieszcie się, im bardziej jesteście uczestnikami cierpień chrystusowych, abyście się cieszyli i radowali przy objawieniu się Jego chwały. Błogosławieni jesteście, jeżeli złorzeczą wam z powodu imienia Chrystusa, albowiem Duch chwały, Boży Duch na was spoczywa" (1 P 4:12-14).